~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego ranka było stosunkowo zimno,lecz nawet takie warunki nie
przeszkodziły chłopakowi.Leniwie zszedł z prowizorycznego łóżka,zarzucił na
siebie ubrania,złapał gitarę i wyszedł.Właśnie zaczęło padać.Chłodne krople
spadając na jego twarz orzeźwiały go i jeszcze bardziej motywowały do działania,
jakim było granie.Kolejno mijał budynki,które spowijała jeszcze poranna mgła.
Wokół panował mrok i szarówka-jak to w deszczowe poranki.Było jednak w
atmosferze coś innego,coś,co miało wyróżnić ten dzień na tle pozostałych.
-Cholera,jak tak dalej pójdzie,to cała gitara mi się zamoczy- warknął pod nosem
zdenerwowany Jake. -Musiało zacząć padać akurat dzisiaj- dodał wciąż zwracając
się do siebie.Poprawił zwinnie kaptur na głowie i przyspieszył kroku
zasłaniając futerał z gitarą.-A dokąd Ci tak śpieszno w taka marną pogodę?
-zapytała Lucy,która pojawiła się niepostrzeżenie za rogiem jak jakaś mroczna
zjawa.-Potrenować,jakiś problem? Chyba mam prawo wychodzić kiedy i gdzie mi się
podoba.No chyba,że powstały jakieś nowe prawa,które by tego zabraniały. -syknął
zły już chłopak.-Nie zapominaj się dzieciaku.Trochę szacunku się należy.Pamiętaj
o umowie,która obowiązuje każdego,nie pomijając Twojej szanownej osoby.
-odpowiedziała z przekąsem podirytowana kobieta.-Jakiej znowu umowie? Niczego
nie podpisywałem,więc niczego się nie będę trzymał.Co jak co,ale pamięć to ja
mam dobrą,więc możesz sobie oszczędzić wciskanie mi takiego kitu. -dodał chłopak
po chwili ciszy.Już chciał zakończyć rozmowę z Lucy i pójść dalej,w końcu stał
w deszczu,lecz ta mu przerwała ostrzejszym tonem.-Ty chyba dalej nie wiesz o co
mi chodzi.Na prawdę jesteś taki naiwny,czy po prostu głupi?
Zaczęło robić się groźnie,a chłopak nawet nie wiedział o co chodzi.Stał jak
wryty i słuchał uważnie starając się coś zrozumieć.Nic jednak mu nie
przychodziło do głowy,a kobieta denerwowała się z każdą chwilą coraz bardziej.
Na szczęście jakaś mała dziewczynka przerwała Lucy.Podbiegła wesoło do niej
nie zwracając uwagi na jej gniew. -Ładne masz włosy.Zawsze chciałam takie mieć,
ale tata nie chciał się na nie zgodzić.W ogóle cała jesteś ładna. -mała Jane
zaczęła obsypywać ją komplementami.Zakłopotana Lucy nie wiedziała co powiedzieć,
więc tylko głupio się uśmiechała.Nie przywykła do komplementów,a raczej wręcz
przeciwnie,zwykle słyszała same obraźliwe słowa. Jake postanowił wykorzystać
sytuacje i ukradkiem wymknął się spoza zasięgu wzroku wściekłej kobiety.Szybkim
krokiem wskoczył do studia i odetchnął głęboko.-O co jej w ogóle chodziło,jaka
umowa,jakie konsekwencje? -pytał sam siebie. -Przecież nic mi wcześniej o tym
nikt nie wspominał,skąd ja mam to wszystko wiedzieć.O co w tym wszystkim chodzi?
-zadawał sobie kolejne pytania,na które nie znał odpowiedzi.Po chwili jednak
postanowił się odprężyć i zapomnieć,przynajmniej na jakiś czas.Wyjął więc gitarę
z futerału,wygodnie usiadł na krzesełku i zaczął grać.Spędził tam na grze cały
dzień,a gdy nastał wieczór,postanowił już wracać.Wynurzył się z budynku i pod
osłoną nocy szedł swobodnie w stronę upragnionego domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz