piątek, 1 lutego 2013

Give me a choice V

~~~~~~~~~~~~~~~~
 Następnego ranka było stosunkowo zimno,lecz nawet takie warunki nie przeszkodziły chłopakowi.Leniwie zszedł z prowizorycznego łóżka,zarzucił na siebie ubrania,złapał gitarę i wyszedł.Właśnie zaczęło padać.Chłodne krople spadając na jego twarz orzeźwiały go i jeszcze bardziej motywowały do działania, jakim było granie.Kolejno mijał budynki,które spowijała jeszcze poranna mgła. Wokół panował mrok i szarówka-jak to w deszczowe poranki.Było jednak w atmosferze coś innego,coś,co miało wyróżnić ten dzień na tle pozostałych. -Cholera,jak tak dalej pójdzie,to cała gitara mi się zamoczy- warknął pod nosem zdenerwowany Jake. -Musiało zacząć padać akurat dzisiaj- dodał wciąż zwracając się do siebie.Poprawił zwinnie kaptur na głowie i przyspieszył kroku zasłaniając futerał z gitarą.-A dokąd Ci tak śpieszno w taka marną pogodę? -zapytała Lucy,która pojawiła się niepostrzeżenie za rogiem jak jakaś mroczna zjawa.-Potrenować,jakiś problem? Chyba mam prawo wychodzić kiedy i gdzie mi się podoba.No chyba,że powstały jakieś nowe prawa,które by tego zabraniały. -syknął zły już chłopak.-Nie zapominaj się dzieciaku.Trochę szacunku się należy.Pamiętaj o umowie,która obowiązuje każdego,nie pomijając Twojej szanownej osoby. -odpowiedziała z przekąsem podirytowana kobieta.-Jakiej znowu umowie? Niczego nie podpisywałem,więc niczego się nie będę trzymał.Co jak co,ale pamięć to ja mam dobrą,więc możesz sobie oszczędzić wciskanie mi takiego kitu. -dodał chłopak po chwili ciszy.Już chciał zakończyć rozmowę z Lucy i pójść dalej,w końcu stał w deszczu,lecz ta mu przerwała ostrzejszym tonem.-Ty chyba dalej nie wiesz o co mi chodzi.Na prawdę jesteś taki naiwny,czy po prostu głupi? Zaczęło robić się groźnie,a chłopak nawet nie wiedział o co chodzi.Stał jak wryty i słuchał uważnie starając się coś zrozumieć.Nic jednak mu nie przychodziło do głowy,a kobieta denerwowała się z każdą chwilą coraz bardziej. Na szczęście jakaś mała dziewczynka przerwała Lucy.Podbiegła wesoło do niej nie zwracając uwagi na jej gniew. -Ładne masz włosy.Zawsze chciałam takie mieć, ale tata nie chciał się na nie zgodzić.W ogóle cała jesteś ładna. -mała Jane zaczęła obsypywać ją komplementami.Zakłopotana Lucy nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko głupio się uśmiechała.Nie przywykła do komplementów,a raczej wręcz przeciwnie,zwykle słyszała same obraźliwe słowa. Jake postanowił wykorzystać sytuacje i ukradkiem wymknął się spoza zasięgu wzroku wściekłej kobiety.Szybkim krokiem wskoczył do studia i odetchnął głęboko.-O co jej w ogóle chodziło,jaka umowa,jakie konsekwencje? -pytał sam siebie. -Przecież nic mi wcześniej o tym nikt nie wspominał,skąd ja mam to wszystko wiedzieć.O co w tym wszystkim chodzi? -zadawał sobie kolejne pytania,na które nie znał odpowiedzi.Po chwili jednak postanowił się odprężyć i zapomnieć,przynajmniej na jakiś czas.Wyjął więc gitarę z futerału,wygodnie usiadł na krzesełku i zaczął grać.Spędził tam na grze cały dzień,a gdy nastał wieczór,postanowił już wracać.Wynurzył się z budynku i pod osłoną nocy szedł swobodnie w stronę upragnionego domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz