"Nie ważne czemu,nie ważne po co.Ważne,że tak musiało się stać"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tobi nie czekał na Marka,tylko poszedł dalej.Białowłosemu ledwo udało
wdrapać się po wysokiej ścianie do okna.Mimo,że był o wiele wyższy od chłopca,to
nie miał jeszcze wprawy w takim sposobie wychodzenia.Zaraz po postawieniu
pierwszego kroku na zewnątrz,Mark poczuł fale zimna.Była straszna wichura.Na
dodatek duże płatki śniegu wpadały chłopcu do oczu.Przez to wszystko białowłosy
stracił z oczu Tobiego,który jako jedyny znał tą okolicę.Zdezorientowany chłopak
wołał jego imie przez jakiś czas,jednak bez skutku.Postanowił podążyć śladami
kolegi i jakoś go odnaleźć,ponieważ dziwnie się czuł,kiedy siedział sam w pustym,
starym pokoju Tobiego.Mimo,że było dopiero koło godziny 15,to zaczęło robić się
coraz ciemniej,a co za tym idzie,coraz zimniej.Mark ślepo szedł przed siebie.
Nie wiedział,gdzie jest,ani dokąd zmierza.Owinął się swoim szalikiem,który do tej
pory miał w kieszeni kurtki i ruszył dalej.O mały włos nie potknął się o
wzniesienie,którego nie dało się zobaczyć,ponieważ był przykryty grubą warstwą
śniegu.Zmarznięty chłopak owinął się dokładniej oszroniałym szalikiem.W jego
głowie był mętlik.Nie wiedział o czym miał myśleć,co czuć.Zdawało mu się,że w
mroku,który zapadł kilka godzin temu,zobaczył tę samą latarnie.Tę,która
prowadziła do alei.Myślał,że już wie gdzie jest,że teraz da rade wrócić,sam
znajdzie drogę powrotną.Odetchnął głęboko z nadzieją,że zaraz to wszystko
się skończy.Starał się podnieść na duchu samego siebie.Z determinacją ruszył w
kierunku owej latarni.Jednak z każdym metrem zmniejszającym odległość między nim,
a nią,coś się zmieniało.Chłopak czuł,że dzieje się coś dziwnego,jednak nie
wiedział co.Tuż przy samej latarni,wśród otaczającego go mroku i zimna,poczuł
falę gorąca.Był zdziwiony,a nawet lekko zszokowany,tym co się właśnie stało,no
przecież w końcu znajdował się w środku zawieruchy-śniegu,zimna,wiatru,ciemności.
Dlaczego więc odczuł takie ciepło? Przez cały czas zadawał sobie to pytanie,
zatracając się w możliwych odpowiedziach.Nie zastanawiał się jednak długo,nie
miał na to siły.Białowłosy był zmarznięty,głodny i znajdował się w nieznanym
mu miejscu.Jakby jeszcze tego było mało,żarówka lampy,przy której stał,zaczęła
się przepalać.Załamany Mark postanowił się poddać i już więcej nie walczyć z tym
wszystkim.Wolał zamarznąć niż dalej cierpieć.Pierwszy raz tak o tym pomyślał.
Kiedyś,zrobiłby wszystko,żeby jakoś wytrwać,ale teraz tego nie chciał.Nic go do
tego nie motywowało.Nie miał do czego wracać.Powoli tracił siłę,a oczy same mu
się zamykały.Nagle ktoś złapał go za rękę.Ciepła dłoń nieznajomej osoby ożywiła
trochę chłopaka.Lecz był zbyt wyziębiony,żeby móc coś powiedzieć.W blasku
latarni,która rzucała już teraz tylko lekką łunę światła,zobaczył postać
dziewczyny.Zupełnie mu nieznanej osoby.Była ona ubrana w białą czapkę,która
nieskutecznie zasłaniała jej niebywałe,czarne włosy i biały żakiet z czarnymi
rękawami.Mark od razu skojarzył ją z pingwinem.Tak ją też przypadkowo nazwał.
Dziewczyna złapała go za rękaw i mocno ciągnęła za sobą.Nic nie powiedziała,
nie wyjaśniła,tylko biegła.Zszokowany białowłosy nie miał nawet siły,by się jej
przeciwstawić.Po dłuższym czasie biegu,Mark był już całkowicie wykończony.Na
szczęście tajemnicza dziewczyna zatrzymała się.Byli teraz w ciemnej uliczce,
prawie w ogóle nie oświetlonej.Odwróciła się przodem do chłopca i znów nic nie
mówiąc,uścisnęła go z całej siły. -Kim Ty jesteś?- zapytał wymęczony Mark.Nie
dostał jednak odpowiedzi.Nie zdążył jej usłyszeć.W głuchej ciszy nocy zapadł
tylko jeden strzał.Jeden-ale trafiony,jeden-ale kończący wszystko.Białowłosy
na kolana.Na jego twarzy pojawiło się przerażenie,ale w jego oczach było widać
szczęście.Cieszył się z tego,że to już koniec,że nie musi się niczym martwić.
Zraniony prosto w serce chłopiec upadł na ziemię.Śnieżnobiałe włosy zabarwiły
się jego własną krwią.W ostatnich chwilach swojej przytomności w jego głowie
nie było mętliku-tak jak zwykle u niego bywało.Zadał sobie tylko jedno pytanie-
Dlaczego to się stało? Zdawał sobie jednak sprawę,że potrafi na nie odpowiedzieć,
bez niczyjej pomocy.Ostatnią myślą była właśnie odpowiedź,którą poznał tylko on.
"Nie ważne czemu,nie ważne po co.Ważne,że tak musiało się stać"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak się później okazało,tajemnicza dziewczyna,nazwana przez Marka "Pingwinem",miała na imię Alice i została wysłana przez Tobiego. Miała za zadanie pomóc białowłosemu,a przynajmniej postarać się uniknąć nieuniknionego.
Wcześniej wspomnianemu Junowi-szczurkowi chłopca też za dobrze się nie powodziło.Zaraz po jego zniknięciu trafił do bardzo wymagającego sportowca,który miał dziwną obsesję.Jego tendencją było meczenie zwierząt.Łatwo się więc domyślić,co się stało z biednym szczurkiem.
Tobi zniknął.Nikt go już więcej nie widział,a co najdziwniejsze,nikt nie znał chłopca o takim imieniu.Mieszkańcy pytani o historie spalonego budynku,w którym chłopcy spali,odpowiadali,że cała rodzina,zamieszkująca wcześniej to mieszkanie,zginęła w pożarze.
Wcześniej wspomnianemu Junowi-szczurkowi chłopca też za dobrze się nie powodziło.Zaraz po jego zniknięciu trafił do bardzo wymagającego sportowca,który miał dziwną obsesję.Jego tendencją było meczenie zwierząt.Łatwo się więc domyślić,co się stało z biednym szczurkiem.
Tobi zniknął.Nikt go już więcej nie widział,a co najdziwniejsze,nikt nie znał chłopca o takim imieniu.Mieszkańcy pytani o historie spalonego budynku,w którym chłopcy spali,odpowiadali,że cała rodzina,zamieszkująca wcześniej to mieszkanie,zginęła w pożarze.
Jejkuuuuu . Jakie to było faajne *_* Pisz dalej .! / Pozdrawiam , Pingwin <3
OdpowiedzUsuńPostaram się zrobić jakąś kontynuacje,albo coś.
UsuńAle dziękuję za opinię Pingwinie ^^
Pierdole lektury, czytam Chomika TuT
OdpowiedzUsuńDokładnie xD
Usuń