"Nieważne czemu, nieważne po co. Ważne, że tak musiało się stać"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mijał stare budynki, lasy, pola, sklepy. Grzecznie witał spotykanych
Mijał stare budynki, lasy, pola, sklepy. Grzecznie witał spotykanych
mieszkańców. Z zaciekawieniem spoglądał na małe dzieci bawiące się w berka.
On sam nie pamiętał, kiedy ostatnio bawił się z kimś. Dochodziło już południe, a
chłopiec wciąż chodził bez celu. Został zaproszony na obiad przez miłą Panią, lecz
odmówił. Mark chciał jeszcze pozwiedzać i zachwycać się pięknem tego tętniącego
życiem, małego miasteczka. Na chwilę zatrzymał się. Zauważył bowiem aleję drzew.
Była jesień, więc aleja ta zyskała jeszcze większy urok nie pozwalając na
obojętne minięcie. Pożółkłe liście spadały bezwiednie na dróżkę tworząc krajobraz
podobny do tych z pocztówek czy filmów. Widok był tak piękny, że Mark nawet nie
zauważył, że na rogu ulicy stoi jego kolega z klasy - Tom. Skąd on tu się wziął? Na szczęście on także
go nie spostrzegł, bo gdyby tak się stało, podróż Marka zakończyłaby się równie
szybko, co się zaczęła. Zafascynowany olśniewającym widokiem bez namysłu skierował się
w stronę owej alei. Szedł tak zatracając się w pięknym obrazie, który właśnie
ujrzał. Nawet nie zauważył, że zaczyna się ściemniać. Gdy to spostrzegł, było już
bardzo późno, a w mroku lśniły tylko wysokie latarnie. Mark przyspieszył kroku.
Dopiero teraz zaczął się zastanawiać, gdzie spędzi tę noc. Nic nie przychodziło
mu do głowy przez dłuższy czas. Coraz bardziej denerwował się. Na szczęście
w oddali ujrzał małą gospodę. Zajrzał do sakiewki, przeliczył swój dobytek...i odetchnął. Szybko wynajął pokój, wziął prysznic i rzucił się
na chłodną, wygodną kołdrę. Wtulił głowę w mięciutką poduszkę i rozmyślał. Po
chwili już spał jak kamień.
Nadszedł kolejny dzień. Mark - wyspany, ubrany i wesoły - wyszedł z gospody.
Wszystko wydawało mu się takie piękne. Słońce świeciło, było ciepło, ptaki
śpiewały, wesołe dzieci bawiły się na podwórkach. Uśmiech z czasem jednak zaczynał
opuszczać twarz Marka. Jego fundusze i tak nie były na początku podróży zbyt
duże, a teraz zostało mu już na prawdę mało pieniędzy. Zdawał sobie sprawę
z tego, że będzie musiał wrócić do domu. Nie chciał tego, ale nie miał wyjścia.
Musiał coś wymyślić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz