"Nie ważne czemu,nie ważne po co.Ważne,że tak musiało się stać"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mijał miesiąc od wyruszenia Marka z domu,sam nawet nie wiedział,w jaki
sposób udało mu się tyle przetrwać z dala od bliskich.Nie interesowało go jednak,
czy ktoś przejął się jego zniknięciem,czy ktoś się o niego martwi,czy go szuka-
pewnie tak było,Mark nie chciał tego wiedzieć.W głębi czuł,że staje się
bardziej dorosły,przynajmniej tak mu się wydawało.Chciał stać się bardziej
odpowiedzialny,nauczyć się radzić sobie z problemami.Wiedział,że gdyby teraz
go odnaleźli,na nic zdałby się cały ten miesiąc a razem z nim wszystkie starania
poszłyby na marne.Gdy białowłosy pogrążony był w głębokim,pięknym śnie,Tobi już
wstał.Postanowił przygotować coś do jedzenia dla swojego nowego znajomego.Cicho
podniósł się z materaca i wyszedł z pokoju pozostawiając śpiącego samemu sobie.
Chciał być przy nim gdy się obudzi,więc starał się robić wszystko bardzo szybko,
ale nie pomijając żadnego szczegółu.W czasie nieobecności chłopca,Mark wybudził
się ze snu.Szybkim ruchem zeskoczył z łóżka na szorstki,czarno-czerwony dywanik.
Przeciągnął się leniwie i podszedł do okna.Był koniec października,a na dworze
spadł już pierwszy śnieg.Zafascynowany Mark siedział przyklejony do szyby.W tym
właśnie momencie wszedł do pokoju Tobi,który na widok białowłosego nie mógł
powstrzymać się od śmiechu.Mark widząc reakcję chłopaka zrobił taką minę,że Tobi
zaczął śmiać się jeszcze głośniej.Białowłosy również wybuchnął nagłym śmiechem,
sam nie wiedział dlaczego.Teraz pomieszczenie było wypełnione radosnymi głosami
dwóch,na pozór różniących się od siebie,niczym nie związanych ze sobą chłopców.
Gdy już przestali się śmiać a wokół zapanowała dziwna cisza,Tobi powiedział
wesołym głosem -Mam dla Ciebie śniadanie i nawet nie próbuj odmawiać,bo się
bardzo starałem,żeby je przygotować -popatrzył na białowłosego maślanymi oczami
nie przestając się uśmiechać. -No dobrze,dobrze mamo.-Odpowiedział Mark.Pierwszy
raz od bardzo dawna chłopiec czuł się dobrze w czyimś towarzystwie.Potrafił się
śmiać,cieszyć.Coraz bardziej nie chciał wracać do domu,do poprzednich nawyków,
dawnego życia.Z zamyślenia wyrwał go głos Tobiego -Może wyjdziemy na dwór? Jest
trochę zimno,ale to chyba nie szkodzi.Poza tym,ile można siedzieć w jednym
pokoju.-chłopiec zrobił taką niewinną minę,że Mark nie mógł się oprzeć i po
prostu zgodził się na wyjście.Nawet nie zdawał sobie sprawy z niespodzianek,
które czekały go na zewnątrz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz