sobota, 20 października 2012

Część VI


  "Nieważne czemu, nieważne po co. Ważne, że tak musiało się stać"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Obudziło ich światło wpadające do pokoju przez szklane drzwi. Ktoś 
się zbliżał. Mark przez chwilę nawet nie wiedział gdzie są i co się z nimi stało. 
Po kilku minutach dotarła do niego fala wspomnień z poprzedniego dnia. Przeraził 
się chyba jeszcze bardziej niż wcześniej. Jun wdrapał się na białą czuprynę
właściciela, z trudem ustał na tylnych łapkach i zaczął się rozglądać. Po krótkiej 
chwili jednak stracił siłę, zachwiał się i prawie spadł na podłogę. W ostatnim 
momencie złapał go Mark. Mało brakowało, a Jun zakończyłby swoją podróż w takim 
okropnym miejscu. Oboje usłyszeli tajemnicze kroki. Usiedli w kącie, zasłonili się
bluzą i wsłuchiwali się w stukot butów. Dźwięk ten stawał się coraz głośniejszy, 
ktoś zbliżał się do drzwi. Źródło światła zostało zasłonięte, znowu ogarnęła ich 
ta złowroga ciemność. Kroki ustały. Tajemnicza osoba stała tuż przy drzwiach. 
Mark był przerażony, serce waliło mu jak oszalałe. Jun schował się w plecaku. 
Widać było tylko blask jego pięknych, zielonych oczek, w których była jakby 
iskierka nadziei, że wydarzy się coś dobrego. Mark zbliżył się do plecaka, w którym
siedział szczurek. Ktoś nacisnął na klamkę. Drzwi powoli otwierały się głośno 
przy tym skrzypiąc. Musiał to być jakiś bardzo stary dom. Jakaś wysoka postać 
weszła do pomieszczenia. Zgasło światło, które wcześniej wpadało przez szybę. 
Słychać było tylko oddech tajemniczej osoby i głośne bicie serca Marka. Ze 
strachu prawie stracił przytomność, lecz ten wysoki człowiek go złapał, 
zanim on się osunął na ziemię. Marka oblał zimny pot, czuł sie coraz gorzej. Krew
wciąż płynęła mu z nieopatrzonej skroni. Ledwo ogarniał wzrokiem co się wokół 
niego dzieje. Widział tylko, jak tajemnicza osoba, która trzymała go teraz 
w objęciach sięga po plecak, w którym ukrył się Jun. Chciał jakoś zareagować, ale
nie miał wystarczająco siły, nie mógł nawet krzyczeć. Znów zemdlał. Obudził się
w zupełnie innym pomieszczeniu. Leżał teraz w wygodnym łóżku, przykryty ciepłą 
kołdrą. Znowu szumiało mu w uszach, a powieki stawały się coraz cięższe. Nie 
wiedział co się z nim dzieje. Po raz kolejny stracił przytomność, jednak gdy tym
razem się przebudził, przy łóżku siedział chłopiec. Był o wiele młodszy od Marka. 
Miał piękne włosy - blond zmieszany z brązem. Chłopczyk patrzył z zaciekawieniem
swoimi brązowymi oczami na białowłosego, pewnie nigdy wcześniej nie widział 
nikogo o takim kolorze włosów. Gdy zobaczył, że Mark się obudził, szybko powiedział 
 - Nazywam się Tobi. A Ty jak masz na imię? I dlaczego masz białe włosy? Coś Ci 
się stało? Czy może pomalowałeś je specjalnie? Jak się czujesz?
Malec zaczął zadawać setki pytań, lecz Markowi nie starczyło siły, by na wszystkie 
odpowiedzieć. Mądry Tobi na szczęście zauważył to i szybko wybiegł z pokoju. 
Białowłosy zyskał trochę czasu, by ogarnąć w myślach, co się wokół niego dzieje. 
Przypomniał sobie wszystko dopiero po chwili i podskoczył jak poparzony. Chciał
jak najszybciej odnaleźć jego plecak i Juna w nim siedzącego. Nie zdążył jednak
wyjść z łóżka, bo mały chłopiec właśnie wbiegł do pokoju. Wielkimi oczami patrzył
na poczynania Marka, który wywalał cały pokój do góry nogami. Tobi postawił kubek
z herbatą na stoliku i próbował uspokoić szalejącego chłopaka. Gdy już mu się to 
udało, usiadł spokojnie przy niskim stoliku i przysunął kubek w stronę Marka. 
Białowłosy niepewnie chwycił kubek do ręki i zaczął pić. Nawet nie zdawał sobie
sprawy z tego, jak bardzo był spragniony. Zaraz po wypiciu całej herbaty 
opanowanym głosem mówił do Tobiego 
 - Nie widziałeś może mojego plecaka? Jest mi on bardzo potrzebny, a nie pamiętam
zbyt dokładnie co się ze mną działo i gdzie byłem. 
Chłopiec zastanawiał się chwilę, bez słowa wyszedł z pokoju i już chwilę później
stał przed Markiem z plecakiem w dłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz