wtorek, 23 października 2012

Część VII


  "Nie ważne czemu,nie ważne po co.Ważne,że tak musiało się stać"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

                   -O to Ci chodziło? -zapytał chłopczyk trzymając przed sobą szarą torbę.Gdy w 
oczach Marka pojawiły się iskierki,Tobi już znał odpowiedź.Grzecznie podał 
plecak wprost do rąk jego właściciela,który czekał na to zniecierpliwiony.Mark,
gdy tylko dorwał swoją własność,chciał jak najszybciej sprawdzić zawartość.
Zwinnym ruchem rozsunął suwak.Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie połączone 
z przerażeniem.Plecak był pusty,były w nim tylko jakieś bezużyteczne śmieci,
papierki,butelka i resztki karmy dla zwierząt.Po Junie ani śladu.Marka zatkało,
nie mógł nic powiedzieć.Stał tak przed Tobim wpatrując się w niego pytająco.Mały
chłopiec,nie wiedząc o co chodzi,przestraszył się nieco.Już chciał odejść,gdy 
nagle Mark złapał go za rękę. 
 -Co się stało z Junem? Gdzie on jest?! -jego głos wyraźnie drżał,był 
przepełniony strachem.Czuł,że znów jest mu słabo.Usiadł na łóżku i oparł się o 
zimną ścianę.Oblał go zimny pot a oddech stał się bardziej płytki. Tobi spojrzał
na Marka i przeraził się jeszcze bardziej.Szybko otworzył małe okienko i 
pobiegł po mokrą chusteczkę.Przyłożył mu ją do czoła i spokojnie czekał.Mark z 
czasem odzyskiwał siłę i świadomość.Gdy już całkiem oprzytomniał,spokojnym 
głosem powiedział do Tobiego -w tym plecaku był taki mały szczurek z białym 
futerkiem i małymi,zielonymi oczkami.Nie wiesz może co się z nim stało? Albo
przynajmniej gdzie jest? -patrzył na chłopczyka błagalnym spojrzeniem.Miał
ogromną nadzieję,że czegoś się od niego dowie.Tobi jednak zaprzeczył krótko
skinieniem głowy.Białowłosy nie zadawał żadnych pytań przez dłuższy czas.Myślał
co będzie dalej.Mały chłopiec chciał mu jakoś pomóc,ale załamał tylko ręce i
usiadł obok niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz